Lojalny przyjaciel ratuje życie

Pięć lat temu Don Callahan (72 lata) przygarnął bezdomnego psa w czasie akcji adopcyjnej w pobliskim zoo.

W zeszłym miesiącu mieszaniec rasy Airedale o imieniu Wyatt Earp odwdzięczył się z nawiązką.

„To mój bohater,” – mówi Callahan, „uratował mi życie.”

Emerytowany oficer policji zemdlał 23 stycznia, w czasie jednego ze swoich dwóch dziennych spacerów. Był to ciemny i zimny dzień. Don miał na sobie szary płaszcz i ciemne dżinsy, przez to był niewidoczny dla przejeżdżających aut. W pobliżu nie było też innych przechodniów.

Zawsze wierny Wyatt został przy boku Callahana ciągle szczekając. W końcu ktoś zadzwonił na policję informując ich o „ciągle ujadającym psie”. Patrol, który przyjechał na wezwanie dostrzegł mężczyznę leżącego w alei i natychmiast wezwał pomoc.

Dwie minuty później, na miejsce jako pierwsi przybyli strażacy, którzy stwierdzili, że Callahan jest cukrzykiem i potrzebuje glukozy. Zabrano go do szpitala gdzie spędził jeden dzień na oddziale intensywnej terapii.

„Jedyne co pamiętam to to, że wracałem z Wyattem do domu” – opowiada Don, „Później ktoś mi powiedział, że znalazła mnie policja po tym jak dostała wezwanie o szczekającym psie. Pierwsza myśl: Wyatt mnie nie opuścił. To naprawdę lojalny przyjaciel. Cały czas był ze mną.”

Callahan mówił że miał bardzo niski poziom cukru (18, gdzie norma to 75-120). Nie dostał żadnego ostrzeżenia i dlatego stracił przytomność.

„Wcale nie czułem się zmęczony. Okazało się, że czujnik mojego glukometru był popsuty.”

Kiedy Callahan wrócił do domu, Wyatt prawie go przewrócił skacząc na niego. „W życiu nie widziałem go szczęśliwszego”.

Mężczyzna powraca do zdrowia w domu ze swoim czworonożnym przyjacielem u boku. Wyatt nie chce odstąpić go na krok. Siedzi przy jego fotelu i śpi przy jego łóżku. „Wszędzie za mną chodzi, wychodząc na zewnątrz nie musze nawet brać smyczy, no chyba że zobaczy wiewiórki” – dodaje z uśmiechem Callahan.

Były treser psów policyjnych wspomina dzień kiedy adoptował Wyatta. „Patrzył na mnie z tej klatki z oczami mówiącymi: weź mnie ze sobą do domu” – nie mógł mu się oprzeć.

Lekarze zalecali mężczyźnie żeby się nie przemęczał. Zwykle ich trasa spaceru miała długość 3 do 6 km jednak musieli skrócić ją do 1,5 km.

„Duże psy potrzebują dużo ruchu” – mówi Callahan, „Mówią mi żebym zwolnił i się nie przemęczał, no ale człowiek musi coś robić. Trudno jest nauczyć starego psa nowych sztuczek.”

Dzisiaj przeczytasz również:

Lojalny przyjaciel ratuje życie
Kategoria: